SPIS TREŚCI

Meindl Pure Freedom (test)

Wstęp

Dobry sprzęt turystyczny jest dla fotografa górskiego równie ważny jak sprzęt foto. Bez niego szanse na udane kadry, zwłaszcza w trudnych warunkach pogodowych, są ograniczone do minimum. 

Tegoroczna wyprawa do Karakorum była dla mnie okazją do wypróbowania nowych patentów. W torbie znalazłem m.in. miejsce dla “butów” Meindl Pure Freedom. Dlaczego “butów”, a nie butów? 

Produkt Meindla to właściwie coś w rodzaju skarpetobutów, czyli wibramowa podeszwa połączona z elastycznym materiałem otaczającym stopę. Korzystałem już kiedyś z podobnego wynalazku – Vibram Five Fingers, który niestety przeżył tylko miesiąc i 70km po mieście, lesie i Karkonoszach.

Od dwóch lat testuję trochę swoją odporność na warunki pogodowe, często zdarza mi się chodzić na bosaka, czy po mieście, czy po łatwiejszych szlakach. Nawet zimą. Pure Freedom’y wydały mi się fajnym uzupełnieniem tego, co robię na co dzień. Bose stopy w Karakorum to na ten moment chyba jednak za wiele. Każda rana na stopie “procentowałaby” podczas kolejnych dni trekkingu na 140 kilometrowej trasie. Margines na ryzyko jest zbyt mały, stąd pomysł, żeby wziąć ze sobą Meindle i zobaczyć jak się sprawdzą jako alternatywa dla bosej stopy.

Testowanie w Pakistanie

Buty towarzyszyły mi od momentu opuszczenia samolotu na lotnisku w Islamabadzie. Wcześniej z uwagi na limity bagażu rejestrowanego spędziłem 24h w Meindlach Air Revolution. Mimo, że te wspomniane do najcięższych nie należą, mając na nogach ważące ok. 300g Pure Freedom, odczułem miłą różnicę. Trzeba przyznać, że wygoda tych butów jest niesamowita już od pierwszego założenia. Warto tutaj wspomnieć, że wybrałem rozmiar o jeden większy od tego, który noszę na co dzień. Przy większym obciążeniu, wysokiej temperaturze i długim trekkingu, stopy mogą puchnąć. Buty, które pasują w domu, mogą okazać się za małe.

Prawdziwym testem był początek trekkingu. Trasa z Jholi do Paiju to ok. 21 kilometrów. Na plecach ponad 20 kilogramów sprzętu foto, na nogach leciutkie Meindle. Ruszamy. Początek wymarzony, początkowe odczucia co do wygody potwierdziły się, buty bardzo dobrze leżały na nogach. 

Pierwsze 8 kilometrów poszło sprawnie. Później jednak dorobiłem się obtarcia stopy, a górna część buta podeszła krwią. Pure Freedom mają to do siebie, że materiał butów znakomicie przepuszcza powietrze. Dobra wentylacja stopy jest bardzo ważna, nie pomyślałem jednak o tym, że wpłynie to również na to, że do środka będą przedostawać się drobinki piasku, który zmoczony, niczym papier ścierny, będzie polerował skórę na stopach. Typowy błąd początkującego turysty, z potencjałem na uprzykrzenie pozostałej części trasy :) Wystarczyło… założyć skarpetę. Problem solved! Znów było wygodnie jak na starcie, a dalsza część trasy była czystą przyjemnością. Pomijając oczywiście wspomniane 20kg na plecach..

Korzystając z Meindli, poza wygodą, zdecydowanie największe wrażenie zrobiła na mnie podeszwa. Jest REWELACYJNA. Przekonałem się o tym po raz pierwszy kiedy postanowiłem wziąć “prysznic”, pod jednym z mijanych wodospadów. Chcąc dostać się do wody, wbiegałem po mokrych skałach w górę. W żadnych z posiadanych do tej pory butów nie byłoby to takie łatwe. Przyczepność Pure Freedom’ów jest idealna, nawet na mokrej skale. Trochę mi zajęło przyzwyczajenie się do faktu, że w tych butach mogę pozwolić sobie na odrobinę więcej niż w innych. Na pewno jest to zasługa nie tylko materiału, z którego został wykonany spód buta, ale też tego, że jest on elastyczny i w przeciwieństwie do butów trekkingowych, potrafi się dopasować do kształtu skały. Pure Freedom, nic dodać, nic ująć.

Po całej akcji prysznicowej buty dość szybko wyschły, co jest też sporym plusem.

W Karakorum testowałem je później jeszcze w różnych warunkach, w deszczu, na słońcu i w innych mniej lub bardziej ekstremalnych sytuacjach.

Sprawdziły się:

chodząc po skałach i trawie…

po błocie …

w wypełnionych wodą szczelinach lodowcowych …

Morsowanie w Pakistanie

… i w rzekach :)

Testowałem je także później. Dają radę również:

na dachu kamienicy…

podczas odwiedzin w maglu prasującym…

lub przy sprzedaży samochodu ;)

Przeszedłem w nich póki co ok. 120km i póki co wyglądają całkiem nieźle. Brak dziur, uszkodzeń mechanicznych, mimo wykorzystania podczas wymagającego trekkingu. Jakość wykonania i materiały zdecydowanie na plus w porównaniu do FiveFingersów. Planuję zrobić jeszcze update tej recenzji po 200, 300 i 500km, sam jestem ciekaw czy dalej będą się tak dobrze trzymały.

Jedyny minus jaki dostrzegłem to wrażenia zapachowe po długiej wyprawie. 3 tygodnie w Karakorum dały butom możliwość zapoznania się z florą bakteryjną moich stóp oraz towarzyszącymi zapachami. Chodząc 3 tygodnie w tej samej koszulce prawdopodobnie nikt nie byłby zadowolony. Na szczęście Meindle można prać w pralce, a na powyprawowe zapachy polecam dodatkowo urządzić im kąpiel w occie.

Suszarnia statywowa. W tle Laila Peak

Dla niektórych wygórowana może okazać się cena, ale kształtuje się ona na poziomie porównywalnym do konkurencji. Biorąc pod uwagę jakość wykonania i wytrzymałość, na pewno warto w nie zainwestować, niż co pół roku wymieniać buty. (albo co miesiąc jak FiveFingersy)

Podsumowanie

Meindl, który do tej pory kojarzył mi się z pancernymi trekkingami, zrobił kawał dobrej roboty projektując Pure Freedom. Z czystym sercem polecam. Sprawdzą się na co dzień w base campie, pod namiotem, w lesie, a nawet podczas trudniejszych trekkingów, choć w tym ostatnim przypadku dobrze mieć trochę barefootowego obycia. 

Plusy:

  • są wygodne
  • dobrze dopasowują się do stopy
  • są wytrzymałe (póki co po 120km wszystko ok)
  • łatwe w czyszczeniu (pranie w pralce)
  • niesamowicie przyczepne
  • jakość/cena

Minusy:

  • cena
Podziel się:
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email
Przewiń do góry