November 11th

Fajerwerki, petardy i inne efekty świetlne – tym razem nie z okazji sylwestra. Wczoraj po raz pierwszy miałem okazję uczestniczyć w Marszu Niepodległości oraz „wydarzeniach towarzyszących”. Osobliwe doświadczenie. Działo się. Z jednej strony race, kostki brukowe i koktajle mołowowa, z drugiej – armatki wodne, gaz i gumowe kule. Jeśli ktoś narzeka na brak emocji, polecam spróbować pobawić się w ten wyjątkowy dzień w fotoreportera.

Zaczęło się spokojnie, skończyło jak zwykle. Początkowo fotografowałem od frontu, rozmawiałem z uczestnikami marszu, strażą, atmosfera była nieco napięta, ale odbyło się bez większych incydentów. Dopiero w okolicach placu Waszyngtona zobaczyłem coś, co widziałem oglądając relacje z poprzednich edycji. Fotografowanie regularnej wymiany uprzejmości policji z kibolami wymaga nie lada wyczucia. Zacząłem od strony policji – koktaile mołotowa i kamienie co chwila świstały obok głowy. Dopiero wtedy dotarło do mnie dlaczego tak wiele osób fotografuje w chełmach. Robiłem zdjęcie, by ułamek sekundy później schować się za wiatą, przystankiem, koszem na śmieci. Linia walk przesuwała się raz w jedną, raz w drugą stronę. Policja co chwila ‘odprowadzała’ aresztowanych. Pobiegłem w kierunku Al. Zielenieckiej. Armatka wodna ostrzeliwała kiboli, którzy w ramach rewanżu obrzucali policyjne samochody racami oraz kostkami brukowymi. Przeszedłem na drugą stronę barykady. Łatwo nie było. Widok aparatu fotograficznego zazwyczaj budzi agresję „fanów futbolu”. Przemieszczałem się jak gdyby nidgy nic. Czarna kurtka, kaptur, czarny aparat, starałem się nie wyróżniać się z tłumu. Dobrze, że nie korzystam z Canona z jego jasnoszarymi obiektywami, pomyślałem. Dookoła ludzie wyrywali kostki brukowe, rozbijali je o asfalt i atakowali odłamkami policję, która odpowiadała armatkami i gazem pieprzowym. Odkaszlnąłem i biegłem razem z nimi 50 metrów do przodu, żeby chwilę później wycofać się przed strugą wody z policyjnego działa. Usłyszałem wystrzały. Broń gładkolufowa. Zbiegłem w dół skarpy chowając się przed deszczem gumowych kul. I tak kilka razy. Do przodu i do tyłu w poszukiwaniu idealnego ujęcia. Po kilku próbach, kiedy już zebrałem materiał, zmęczony wróciłem do domu.

Robert Capa powiedział kiedyś – Jeśli twoje zdjęcia nie są dostatecznie dobre, to znaczy, że nie jesteś dostatecznie blisko. Ja byłem. Rezultaty wczorajszej wyprawy możecie zobaczyć poniżej.

Wszystkie fotografie i teksty zamieszczone w niniejszym reportażu są moją własnością i zastrzegam sobie wyłączne prawo do ich wykorzystywania i publikacji. Kopiowanie i wykorzystywanie zdjęć oraz treści bez mojej zgody jest naruszeniem praw autorskich i podlega odpowiedzialności zgodnie z postanowieniami ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

This post is also available in: EN